Cóż, w takiej sytuacji chyba trzeba będzie wziąć ze sobą dobry plecak turystyczny, a komputer zapakować w specjalny pokrowiec. Tego rodzaju zabezpieczenie przypomina duże, zapinane na suwak, płaskie etui z pochłaniającego energię poliuretanu lub neoprenu – najczęściej jest elastyczne, ciasno opina nasz komputer. chroniąc go w ten sposób przed obtarciami.
Czy tak opakowanego notebooka można beztrosko wrzucić gdzie popadnie? Niestety, nie. Neoprenowy pokrowiec chroni wprawdzie przed wstrząsami i zarysowaniami, ale tylko w niewielkim stopniu zabezpiecza nasz komputer przed uderzeniami i naciskiem. Zatem pakując notebooka do plecaka, walizki czy torby, musimy bardzo uważać, co i jak kładziemy obok niego. Zaletą pokrowca jest doskonałe zabezpieczenie urządzenia przed kurzem i piaskiem, mogącymi dostawać się do portów i wylotów wentylacji. Dlatego też warto stosować go razem z notebookową torbą czy plecakiem, które akurat z tymi zagrożeniami radzą sobie bardzo słabo.
Wyzwanie: Ochrona przed kradzieżą
Rozwiązanie: Linki zabezpieczające
i alarmy
Podoba wam się wasz notebook? Nie słyszę?! Ach, więc podoba. Problem w tym, że może się spodobać także innym, wśród których z pewnością znajdą się i tacy, którzy nie mają oporów przed sięgnięciem po cudzą własność. Jeśli więc nie chcecie wypłakiwać oczu za „znikniętym” komputerem na posterunku policji w Zabłociu Górnym, lepiej zawczasu zatroszczcie się o odpowiednie zabezpieczenie jedynego ogniwa, które na wakacjach będzie was łączyło z prawdziwą cywilizacją.
Ostrożność nakazuje, żeby zawsze, kiedy używamy komputera w miejscu publicznym, gdzie złodziejowi łatwo byłoby uciekać, przypiąć urządzenie do czegoś ciężkiego (najlepiej mocno wbetonowanego w grunt) za pomocą linki zabezpieczającej. Praktycznie wszystkie notebooki są wyposażone w gniazdo Kensington Lock, pozwalające na wpięcie do niego specjalnego zamka, który najczęściej spina też stalową linkę. Tego rodzaju ochrona doskonale sprawdza się w wypadku przypadkowych złodziei, którzy nie są przygotowani do forsowania zabezpieczeń lub uniemożliwiają im to okoliczności czy brak czasu. Niestety, każdą linkę da się przeciąć w ciągu sekundy za pomocą nożycowego przecinaka odpowiedniej wielkości, dlatego nie powinniśmy zostawiać komputera bez nadzoru, nawet jeśli jest przypięty. Podczas zakupów warto wybierać najnowsze modele linek, przynajmniej tych wyprodukowanych przez Kensingtona
i zamykanych na klucz – zamki stosowane w starszych dawały się, przy odrobinie wprawy, otworzyć kawałkiem kartonu...
Znacznie częściej niż w czasie użytkowania notebooki giną podczas podróży, zwykle wraz z torbą czy plecakiem, w którym są przewożone. Przypięcie całego bagażu do jakiegoś elementu wyposażenia dworca, kiedy czekamy na przesiadkę, nie jest łatwe – choćby dlatego, że torby nie są konstruowane z myślą o bezpieczeństwie, nie mają elementów do zaczepienia linki, których nie dałoby się wyrwać czy przeciąć. Dlatego znacznie lepszym rozwiązaniem może okazać się przenośny alarm wyposażony w czujnik ruchu. Takie urządzenie przypięte do torby lub plecaka reaguje na każdą próbę podniesienia czy poruszenia naszego bagażu bardzo głośnym, przeraźliwym dźwiękiem – zaskoczony złodziej często porzuca łup. Przed podróżą warto w domu przetestować czujnik ruchu (różne poziomy czułości) – żeby potem uniknąć przypadkowych alarmów.
Wyzwanie: Dostęp do Internetu
Rozwiązanie: Telefony i modemy
komórkowe
Ręce drżą, pojawiają się zawroty głowy, serce bije jak oszalałe, a w głowie tylko jedna myśl, jedno pragnienie – za wszelką cenę sprawdzić pocztę! Znacie to? Tak, na uzależnienie nie ma mocnych. Dobrze, że nasz notebook jest pod ręką... Właśnie, jaki sens miałoby branie ze sobą komputera, gdybyśmy nie mieli dostępu do Internetu.
Na szczęście żyjemy w wieku komunikacji, więc nawet w zapadłej dziurze, gdzie spędzamy wakacje, w powietrzu jest więcej fal radiowych niż komarów. Żeby to wykorzystać, potrzebujemy odpowiedniego wyposażenia – modemu komórkowego. Możemy użyć w tym charakterze naszego telefonu komórkowego albo oddzielnego urządzenia podłączanego do komputera. Pierwsza metoda ma kilka zalet – modem już mamy i nosimy zawsze przy sobie – ale też sporo wad. Musimy jakoś nawiązać połączenie między komórką a notebookiem, potrzebujemy więc albo kabla do transmisji danych (który często trzeba dokupić), albo połączenia Bluetooth (które jest dość powolne, zużywa energię w notebooku i telefonie, a w dodatku nie każde urządzenie jest wyposażone w ten interfejs). Kolejny problem polega na tym, że najczęściej nasz plan taryfowy jest zoptymalizowany pod kątem rozmów i SMS-ów, a nie przesyłania danych, więc opłata za zaspokojenie internetowego głodu może okazać się zastraszająco wysoka.